Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

motyw, który mnie skłania do tego powrotu. Wiem, co robię; gdybym miał tylko polegać na kołnierzach, sefir uszedłby mi z łatwością. Jeżeli chcesz, mogę ci dać słowo, że możesz mi bez obawy towarzyszyć. Jeżeli mi zaufasz, zmuszę go do wydania tego, co ci zabrał przemocą; tak więc otrzymasz dary Szach-in-Szacha i wskutek tego nie utracisz jego zaufania, lecz odwrotnie, zdobędziesz wdzięczność za odstawienie ich w dobrym stanie.
— Twoja obietnica nasuwa mi jedną wątpliwość: sefir na pewno sprzeciwi się temu, czego od niego zażądasz. Nie obejdzie się bez walki.
— Nie będzie walki, lecz jedno jedyne moje uderzenie, a że będzie miał dosyć — przekonałeś się chyba wtedy, kiedy zwaliłem namiestnika.
— Tak, masz wyjątkową i bardzo niebezpieczną pięść. A więc moje zaufanie jest zupełne, i towarzyszę ci. Czego się nie robi, kiedy chodzi o uzyskanie przychylności panującego.
— Dobrze! Stojąc na ramionach żołnierza, sięgniemy łatwo do otworu. Ja pójdę pierwszy, a ty za mną. Poczekaj tylko jeszcze chwilę!

Kazałem ehejahl’owi[1] czekać aż do naszego powrotu i pożyczyłem u niego derkę, którą miał zwiniętą w rolkę i przeciągniętą naukos przez ramię. Potrzebna mi była do zakrycia

  1. Kawalerzysta.
56