Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

To poskutkowało; odtąd handel poszedł szybciej. Atoli słowa jego oznajmiły mi, że powinienem się śpieszyć, bo wiedziałem dobrze, jaka to pilna robota go czeka, mianowicie rozprawa ze mną i ochmistrzem, musiał więc, według mego planu, zastać nas w tej samej sytuacji, w jakiej nas opuścił.
Wyślizgnąłem się cichaczem z pod kolumny, potem pobiegłem z całych sił do mojej dzielnej, jak przypuszczałem, kawalerji. Zaniepokojony o mnie kol agasi ucieszył się na mój widok,
— Teraz zaczyna się wasze zadanie, — rzekłem tak, aby wszyscy słyszeli. — Zapamiętajcie dobrze, co teraz powiem! Dziewięciu ludzi niechaj zostanie tu przy koniach i uważa, ażeby nie było hałasu Dziesiąty pójdzie ze mną i z Piszkhidmet baszi. Co będzie robił, o tem dowie się później. Tych dziesięciu wyznaczy kol agasi A teraz rzecz najpoważniejsza. Słuchajcie!
Skupili się wokoło mnie — ciągnąłem więc dalej:
— Prowadzę teraz pozostałych pięćdziesięciu do pewnego miejsca ruiny, gdzie palą się ogniska. Tam siedzą bandyci i dzielą się łupem; jest ich piętnastu. Są tam także przemytnicy, składający swój towar do śpichrza; jest ich dziewiętnastu, z przywódcą — dwudziestu. Mamy więc razem do ujęcia trzydzieści pięć osób. Je-

50