Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

mał w ręku arkusz papieru, który podał mi z temi słowy:
— Amuhd Mahuli jest od dzisiaj bimbaszim; tu oto ma pan tymczasową nominację, jako gwarancję właściwego awansu, który nastąpi za parę dni Może mu pan dać, jeżeli to panu sprawia przyjemność, ale narazie ani ja, ani mir alai nie możemy mu nic powiedzieć. Niech mu pan zrobi z tego nagrodę. Widzi pan, że chcę panu dogodzić. Jeszcze raz wyciągam rękę — czy zgadza się pan nareszcie?
— Tak, z miłą chęcią — odrzekłem, podając mu rękę, poczem złożyłem papier i schowałem do kieszeni.
— Dobrze! Niech pan decyduje o wszystkiem! Ale nie bierz pan mniej, niż pięćdziesięciu żołnierzy, bo zawsze jest lepiej mieć o dziesięciu ludzi więcej, niż o jednego zamało!
— Zatem proszę o sześćdziesięciu, bo dziesięciu musi zostać przy koniach.
— Pięknie! Dalej?
— Tymi sześćdziesięcioma dowodzić będzie stary Amuhd Mahuli, który, oczywiście, musi mi być we wszystkiem posłuszny.
— Zgoda! Co dalej?
— Paczkę świec i zapałek.
— Więcej nic?
— Nic więcej. Jestem gotów, jeszcze jedno

38