Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

rządu Padyszacha. Ekscelencja podziela moje zdanie?
— Naturalnie. Rozumie się, że będzie wyznaczona nagroda dla tych, którym zawdzięczać będziemy tę zdobycz!
— Dobrze, zapamiętam tę obietnicę!
— Tak? Chciał pan... dla siebie? — spytał tonem cokolwiek niedowierzającym.— Możliwe; że pan okaże się jedynym człowiekiem, który się przyczynił...
— Przepraszam — przerwałem mu — nie o mnie chodzi, lecz o mego starego bimbasziego w Bagdadzie. Gdyby nam nie opowiedział tego, co przeżył w Birs Nimrud, byłoby obecnie rzeczą niemożliwą przychwycić sefira. Stracił przytem cały swój majątek; jemu więc powinna być przyznana cała nagroda, Ekscelencjo!
Osman Pasza podał mi rękę i rzekł wzruszonym głosem:
— Nie zawiodłem s!ę! Spodziewałem się tego po panu! Objawia mi się cały Kara ben Nemzi, który nie o siebie dba, lecz o dzielnych i upośledzonych! Pański bimbaszi dostanie tyle, ile pan zażąda. Ale teraz do rzeczy: potrzeba nam wojska — ile więc i jakiego rodzaju broni?
— Tylko kawalerja, gwoli szybkości!
— Jest do pana dyspozycji.
— Nie wiem, ilu ludzi liczy banda sefira i w jakiej ilości zwerbował Ghasai — Beduinów;

36