Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/30

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    — Właśnie dlatego, że jego treść dotyczy nie mego urzędu, lecz sprawy prywatnej, związanej z moją rodziną, o którą nikt inny troszczyć się nie powinien — żaden wysłannik, ani nawet „ręka Padyszacha“, jak się sam nazwałeś!
    — Dobrze! Jeżeli jest tak, jak mówisz, pozwolę ci je doręczyć. Niech ten człowiek poda pismo!
    — Nie mam żadnego! — odrzekł Peder, usiłując wstać, mimo czuwających żołnierzy.
    — Z tego, że wciąż kłamie, można sądzić, że pismo nie jest takie niewinne — odrzekł Osman Pasza. — Zrewidować go!
    — Nie trzeba długo szukać — wtrąciłem. — Ten goniec zdradził się własnym ruchem, kiedy sięgał ręką do pasa. Zaraz zobaczymy!
    Pochyliłem się nad leżącym, który już się nie opierał włożyłem mu rękę za pas. Odrazu namacałem to, czego szukałem. Na podszewce spodni znajdowała się kieszeń, z której wydobyłem pismo. Przelotne spojrzenie pozwoliło mi przeczytać adres, jakim list był opatrzony. Gdy się wyprostowałem, namiestnik cisnął się do mnie i wyciągnął rękę, aby mi wydrzeć list, mówiąc przytem:
    — Dawaj go tu! Należy do mnie! Nie wolno ci go ruszać!

    28