Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Masz go przy sobie!
— A gdybym nawet miał — nie dam ci go.
— Potrafię go znaleźć!
— A więc szukaj! — parsknął wściekle, poczem wybuchnął wymuszonym śmiechem.
Przystąpiłem do niego, położyłem mu rękę w to miejsce, do którego przedtem sięgnął i rzekłem:
— Tu jest schowany!
— Tu, w pasie? Więc wyjm go!
— W pasie nie, ale pod nim, zdaje mi się, że w sirjama[1].
Dewwab[2] — diabeł w tobie siedzi!
Ledwo wymówił to obrażające słowo, zdzieliłem go siarczystym policzkiem tak, że runął, jak długi na ziemię.
— Trzymajcie go mocno! — rozkazałem kapralowi.
Ten przy pomocy swych żołnierzy rzucił się na niego, nim jeszcze zdążył wstać. Chciał się bronić, nie mógł przeciwstawić się tylu mocnym rękom. W tej chwili odsunięto kotarę i namiestnik wpadł wzburzony do pokoju, wybuchając na mnie gniewem;

— Co tobie do tego listu, który jest wystosowany do mnie? Czy jesteś moim pośrednikiem, czy też jestem chłopcem, który musi prosić o pozwolenie, aby dostał to, co do niego

  1. spodnie,
  2. bydle.
26