Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

dował, że trzej jacyś ludzie chcą mówić z namiestnikiem.
— Co za ludzie? — zapytał generał,
— Nie wiem; nie chcieli podać swych imion. Są ubrani po persku; jeden z nich oświadczył, że przybywa wśród nocy, bo ma wręczyć bardzo ważny list namiestnikowi i donieść mu o wielkiem morderstwie, która zaszło w Birs Nimrud.
— Kto został zamordowany?
— Piszkhidmet Baszi wraz ze swymi ludźmi.
— Przez kogo?
— Przez dwóch obcokrajowców, którzy dzisiaj uciekli — przez Kara ben Namzi i Haddedihna z Beduinów.
Generał spojrzał na mnie, a ja na kol agasi’ego. Ci trzej z perska ubrani ludzie mogli być tylko kompanami Sefira. Zrazu pomyślałem o Peder-i-Baharacie i jego dwuch towarzyszach. Jeżeli to oni istotnie, to rozpoczęli wysoce niebezpieczną grę, bo nie wiedzieli, po pierwsza, ze uciekłem wraz z ochmistrzem, po drugie, że sytuacja namiestnika uległa gruntownej zmianie. Przemądrzały Sefir chciał z powodów, nie wymagających komentarzy, napad i mord zwalić na mnie i na Halefa, a więc na chrześcijanina i na sunnitę, aby w ten sposób zrzucić ze siebie i swej bandy wszelkie podejrzenia.

10