Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

podczas gdy wyżsi oficerowie, którzy o mnie stanowią, są muzułmanami.
— Pięknie! Po drugie?
— Po drugie, twój wpływ teraz nic jeszcze zdziałać nie może, bo twe sprawozdanie do seraskiera nie jest jeszcze w jego rękach.
— Jeżeli to są twoje wątpliwości, to z mianowaniem na bimbaszi’ego wcale nie jest tak źle. Nie daję nigdy obietnicy, nie będąc przekonanym, że będę jej mógł dotrzymać. A dlatego właśnie, że jestem chrześcijaninem, możesz bardziej polegać na mojem przyrzeczeniu, niż gdybym był muzułmaninem. Oświadczyłem ci: jeżeli z trzydziestu pięciu osób nie puścisz nikogo, jesteś bimbaszim. Co rzekłem, to się stanie,
— Allah! Widzisz przecie, effendi, że nikt nie uciekł.
— Widzę to.
— Powinienem więc zostać teraz bimbaszim.
— Jesteś nim.
— Ale nie widzę tego i nie czuję
— A więc patrz: zaraz zobaczysz i poczujesz.
Dobyłem otrzymany od Osmana Paszy dokument i mu podałem. Wziął, przeczytał. Oczekiwałem głośnego wybuchu radości — spotkał mnie zawód. Gdy skończył czytanie, znieruchomiał ze wzrokiem utkwionym przed siebie;

108