Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Broń effendi’ego jest czarodziejska; gdy zechce, może strzelać dziesięć lat, nie ładując. A że żadna kula nie chybia, o tem przekonaliście się teraz. Wszyscy znajdujący się wśród ruin są w naszej mocy. Nie pozostaje wam nic innego, jak poddać się, bo przeciw magicznej broni nic nie zdziałacie. Effendi, pokaż im jeszcze, jak szybko twoje kule po sobie następują i jak pewnie niemi trafiasz.
— Tak, zobaczą zaraz — odrzekłem — stoi ich jedenastu jeszcze na prawo; wysyłam w każdą z dwudziestu dwu nóg po jednej kuli i żadnej nie chybię. Uwaga.
Złożyłem się do strzału, i w tej samej chwili padli płazem, osłaniając ubraniem lub rękoma nogi i krzycząc, jak kto mógł; atoli czterej ugodzeni zagłuszali te głosy rozdzierającem wyciem.
Oczywiście, oczy ich były zwrócone na nas, nie widzieli więc, co się za ich plecami dzieje. Kol agasi słyszał strzały i widział mnie na wzniesieniu. Poznał mnie, widocznie, mimo oddalenia, lub też zmiarkował, że strzelanina, oznacza bitwę; zaś gdzie się biją, tam są wrogowie, a tymi wrogami, lub tym wrogiem przemytników mogłem być tylko ja. Musiał mi zatem pomóc, i w tym celu wydał swym ludziom rozkaz natarcia na ruiny. Poszli forsownym marszem wgórę; widzieliśmy to, lecz przemytnicy, tego nie widzieli, będąc stłoczeni pod zwa-

102