Strona:Karol May - Old Surehand 06.djvu/199

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Wymagacie ode mnie dowodów, a ja mogę wam je dać tylko wtedy, gdy poznam ówczesne stosunki i zdarzenia. Muszę wyznać otwarcie, że wszystko, co wiem, polega na kombinacyi. Lecz niech was to nie martwi! Apanaczka to wasz syn Fred, a sądzę, że niebawem zobaczycie brata jego, Leona.
— Leona? O nieba! On żyje jeszcze?
— Tak.
— Gdzie?
— Jest teraz w parku. Szukał was przez długie lata, ale dotychczas bezskutecznie.
— Wiadomości wasze o tem wszystkiem pochodzą od niego?
— Niestety nie. Z niego nie wydobyłem ani słowa, nic ponadto, że ojciec jego umarł w więzieniu, a wuj i matka byli także w tem smutnem miejscu.
— On zatem wie o tem? Powiedział wam to? Od kogo o tem słyszał? Miał wtedy zaledwie kilka lat.
— Tego mi nie wyjawił. Powiedzcie jednak, czy wuj jego, który był w więzieniu, to był Ikwetsipa?
— Tak.
— To straszne! On, kaznodzieja, był fałszerzem pieniędzy?
— Niestety! Przedstawiono przeciw niemu dowody, których nie zdołał obalić.
— Jak można było zasądzić niewinnie trzy osoby? Z jedną może się to stać łatwiej.
— Mój szwagier ułożył wszystko tak wyrafinowanie, że nie mogliśmy się obronić.
— Czy to był brat waszego męża?
— Nie rodzony, lecz przyrodni.
— Hm!
— Pochodził od pierwszego męża mojej teściowej.
— Jak się nazywał?
— Właściwie Etters, Daniel Etters, lecz później nazywano go także po ojczymie Bender, John Bender, gdyż syn pierworodny, który umarł, miał także na imię John.