Strona:Karol May - Old Surehand 02.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Uff! Zabito!... Dlategośmy już ich więcej nie oglądali!... Przepłacicie życiem to morderswo!
— Nie chełp się. Jak można być tak głupim i grozić nam, znajdując się w takim, jak ty, położeniu? Nadszedł Sziba Bigh z dwudziestu ludźmi, aby ci wytyczyć drogę do Bloody Foxa. Dodałeś mu jeszcze trzydziestu Nainich; miał z nimi w Stu Drzewach naciąć tyk i poznaczyć wam drogę. Ja o tem wiedziałem — znalazłem się na Llano jeszcze przed nim, opasałem go naszymi trzystu Apaczami i wziąłem do niewoli.
— Uff!... Stawiał opór?
— Tak samo nie, jak ty go nie będziesz stawiał.
— Milcz! My będziemy walczyli.
— Czekaj. Kiedy już był w naszych rękach, pojechaliśmy znów do Stu Drzew. Pousuwaliśmy pale, które powtykał Sziba Bigh, a Winnetou pozakładał je tak, jak są teraz, aby was wciągnąć w to wielkie kaktusowe pole. Jego to mieliście przed sobą, nie Sziba Bigha.
— Uff!
— Zatrzymałem się przy Stu Drzewach, by zaczekać na ciebie. Przybyłeś wieczorem a rano poszedłeś dalej.
— Ale ty nie wiesz, jaki dobry połów mieliśmy tam!
— Pshaw! Kiedy przyprowadzono ci starego Wabble’a z koniem, ja siedziałem tylko o cztery kroki od ciebie, ukryty w krzakach i słyszałem znów każde słowo. Czy teraz wiesz już, skąd wiem o wszystkiem? Od ciebie samego! Rano jechaliście dalej — na swoją zgubę, ponieważ wierzyliście palikom, które wam podstawił Winnetou. My jednak zostaliśmy na miejscu i zaczekaliśmy na białych jeźdźców. Kiedy przybyli, ostrzegliśmy ich, a oni — skoro tylko dowiedzieli się, że zamiast ścigać, sami byli ścigani — okazali natychmiast gotowość do połączenia się z nami przeciw Nale Masiuwowi. Ukryliśmy się, a kiedy Nale Masiuw nadciągnął do Stu Drzew, został przez nas otoczony.