Strona:Karol May - Old Surehand 02.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ze sobą, nie potrzeba, żeby drudzy, nie pytani, dodawali swoje zdanie. Przyrzekliście już przeszło z dziesięć razy czynić to, co mr. Shatterhand zechce. Jeśli nie dotrzymacie tego przyrzeczenia, zrobimy to, co się już dość często mówiło: odejdziemy — a was zostawimy.
To „zostawienie na miejscu“, wymówione przeze mnie raz jeden, zamieniło się w stały frazes, gniewający ogromnie Old Wabble’a. To też wybuchnął:
— Zamknijcie dziób! Kto was pytał o zdanie? Jeśli mnie mówić nie wolno, to wy dopiero powinniście milczeć! Jak śmiecie nazywać mnie uparciuchem? Zamiećcie najpierw przed swojemi drzwiami. Mnie nikt łosiów nie darowywał i nie mówiłem potem, że ja je zastrzeliłem!
— A ja nie gadałem nigdy tyle i mimo to nie robiłem takich głupstw, jak wy na Saskuan-kui, gdzie wy...
— Cicho! — wtrąciłem. — Mamy do zrobienia rzeczy daleko ważniejsze, aniżeli takie pojedynki. Przerwano nam przedtem na tem, że mamy tylu wojowników, co Komancze. Przyznaję chętnie to, co powiedział Old Wabble, że nie tylko dorównywamy im, lecz że ich przewyższamy. Nie zamierzam tego dowodzić w ten sposób, że jesteśmy wielkimi bohaterami, wobec których możnaby czerwonego wojownika uważać za nic. Powód polega raczej na tem, że mamy naszych Apaczów w kupie, Komancze zaś nadejdą w kilku oddziałach, a oprócz tego będą mieli jeszcze przeciwko sobie konnicę białych.
— Mój brat ma, jak zwykle, słuszność — potwierdził Winnetou. — Najpierw nadejdzie Sziba-bigh, ażeby napaść na ten dom i jego mieszkańców i powsadzać tyki w piasek pustyni. Po nim nadejdzie Wupa Umugi, aby je powtykać fałszywie i zaprowadzić białych jeźdźców na śmierć z pragnienia. Po nich nadciągnie Nale Masiuw ze swymi, ażeby bladym twarzom odciąć odwrót i otoczyć ich zupełnie. To trzy osobne oddziały, które zaatakujemy pojedynczo i zwyciężymy może bez