Strona:Karol May - Old Surehand 02.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przy tych słowach zdjąłem mu z szyi worek z gusłami i wydobyłem z kieszeni zapałki. Na ten widok zawołał z przestrachem:
— Co chcesz zrobić z gusłami?
— Spalę je.
— Uff, uff! Moja dusza ma zginąć?
— Tak, zasłużyłeś sobie na to. Złamałeś słowo i chciałeś mnie zabić. Poniesiesz za to karę trzykrotną. Powieszą cię, zabiorę ci kosmyk skalpowy i spalę twój worek z gusłami.
Powieszenie jest dla Indyanina najhaniebniejszym rodzajem śmierci. Woli umrzeć śmiercią powolną, pełną bolu, ale honorową śmiercią, męczeńską, A dalsze dwie groźby były także okropne. Miałem mu zabrać kosmyk skalpowy, bez którego niema życia za grobem i spalić gusła; tem gubiłem jego i duszę jego na wieki! Spróbował rozerwać mocne więzy i krzyknął w przerażeniu:
— Tego nie uczynisz, nie uczynisz!
— Uczynię!
Potarłem zapałkę i podsunąłem mały płomyk pod worek z gusłami tak, że zaczął dymić natychmiast.
— Stój, stój! — zaryczał. — Oszczędź mnie! Zabierz mi życie, ale zostaw mi duszę. Co mam uczynić, co mam uczynić, żeby cię skłonić do spełnienia mojej prośby?
Odjąłem zapałkę i odrzekłem:
— Jest tylko jedna droga ocalenia dla ciebie i twojej duszy, jedna jedyna.
— Jaka? Mów prędko!
Oczy wylazły mu z głowy pod wpływem przerażenia, gdyż w ręku miałem już drugą zapałkę.
— Każ twoim ludziom się poddać i złożyć broń!
— Nie mogę!
— To giń i bądź zgubiony.
Zapałka zapłonęła a worek znów zaczął dymić. Nato zaczął wódz wrzeszczeć tak, że słychać go było daleko.