Strona:Karol May - Old Surehand 02.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Próbować? To się musi udać!
— Pshaw! Sto strzałów bladych twarzy, które tu widzisz — do tego moja strzelba czarodziejska i strzelba OId Surehanda, która nigdy nie chybia.
— Old Surehand jest tutaj?
— Tak.
— Gdzie?
— Znajduje się tam na górze z Apaczami, których kule także coś znaczą. Nie podobna wam umknąć.
— Zwodzisz mnie, ażeby mnie skłonić do poddania.
— Powiadam prawdę.
— Sziba Bigh nie jest w niewoli.
— Jest w niewoli a dowiodę ci tego, skoro ci powiem, że miał ze sobą trzydziestu Nainich i dwudziestu Komanczów ze swojego szczepu.
— A Wupa Umugi nie zabłądzi.
— Jest na drodze do pułapki, w której chcemy go złapać. Powiem ci nawet, że, kiedy on obozował nad Błękitną Wodą, udałem się na Kaan Kulano, gdzie mieszka jego plemię i zabrałem stamtąd jego wszystkie worki z gusłami.
— Uff! Ukradłeś je?
— Zdjąłem je z włóczni, wbitych przed namiotem.
— W takim razie zgubiony, zgubiony!
— Pewnie, jeśli z nami nie zawrze pokoju, a uczyni to choćby jedynie dlatego, żeby odzyskać gusła, nie licząc już śmierci w męczarniach pragnienia.
Nale Masiuw schylił głowę i nic nie odrzekł.
— Zrozumiesz teraz — mówiłem dalej — że nie możesz liczyć ani na Sziba Bigha, ani na Wupę Umugi. I tobie nie pozostaje nic innego, jak tylko się poddać.
Milczał przez długą chwilę. O czem myślał, co się w nim działo? Miał minę wielkiego przygnębienia, ale ponieważ pokazywał ją, nie dowierzałem mu właśnie. Spojrzał w górę i spytał:
— Co się stanie z Sziba Bighem i jego ludźmi?