Przejdź do zawartości

Strona:Karol May - Old Surehand 01.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.
—  79  —

 — Gdzie?
 — Tam, na wyspie,
 — Na wyspie? Aha! To ten ciemny punkt tam na wodzie, na której leży; jakby odblask od ogniska.
 — Tak.
 — I sądzicie, że tam jest Old Surehand?
 — Na pewno.
 — To mnie uspokaja, choć mi to dziwne, że nie trzymają go w obozie.
 — Mnie nie. Tam jest pewniejszy.
 — Jakto? Tu mogłoby go pilnować przeszło trzysta ócz!
 — Ależ, mr. Cutterze, czy nie pojmujecie, że jeńcowi trudniej umknąć z miejsca oblanego wodą, aniżeli stąd, chociaż tam mniej ócz go pilnuje?
 — Hm, zdaje mi się, że tu byliby go równie pewni, bo musi być skrępowany.
 — Skrępowany jest pewnie, ale oni muszą się liczyć z wszystkiemi możliwościami, a więc i z tem, że przypadek może sprowadzić ludzi, którzy odkryliby obóz, a więc i jeńca. Tego właśnie pragną uniknąć.
 — Jeśli to słuszne, to nie mamy się czem cieszyć, mr. Shatterhandzie.
 — Czemu nie?
 — Przecież go chcemy uwolnić.
 — Zapewne.
 — Tutaj, moglibyśmy może zakraść się do niego — ale w obecnych warunkach to niemożliwe.
 — Pshaw! Ja Wolę, że nie trzymają go tu, w obozie. Przyznacie mi niebawem.słuszność. Najpierw chciałbym podsłuchać Indyan.
 — Aby usłyszeć, o czem mówią?
 — Tak.

 — Pozwólcie powiedzieć sobie, że narażamy się tu na niebezpieczeństwo, i nic nam może z tego nie przyjdzie. Nie jestem trwożliwy i odważę się na to Wszystko, co i wy, ale jeśli nam się nawet uda ich podsłuchać, to czego ważnego się dowiemy?