Strona:Karol May - Old Surehand 01.djvu/258

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— To okrążenie i to jeszcze jakie! Czy nie będzie za wielkie, sir?
Na to rzekł Old Surehand, potrząsając głową.
— Jesteście przecież niepoprawny, stary Wabble’u. Dopiero mówiliście, że dacie w twarz księżycowi, jeśli Old Shatterhand będzie to uważał za możliwe, a teraz znowu wam nie na rękę to, czego żąda.
— Well, nie powiem już słowa, ani jednego.
— Zgadzam się zupełnie z Old Shatterhandem. Czy to okrążenie wielkie, czy nie, my musimy je zrobić. Czy nie widzicie, że Old Shatterhand chce jednem uderzeniem ugodzić dwie muchy?
— Dwie muchy? Jaka pierwsza?
— Ażeby nie widziano naszych śladów.
— Well, a druga?
— Nale Masiuw.
— Nale Masiuw? To ma być mucha? Jakto?
— Dzisiaj jest trzeci dzień.
— Ach, prawda! Od wieczoru nad Błękitną Wodą upływa trzeci dzień, w którym ma przybyć Nale Masiuw ze swoimi stu wojownikami! Czy będziemy go śledzili?
— Tak — odpowiedziałem. — Przyda nam się wiadomość, czy on już jest, czy jeszcze nie.
— Jakto, sir?
— Ponieważ należy przypuścić, że czerwoni wyruszą na Llano Estacado wkrótce po jego przybyciu, i możemy się zastosować do tego. Musimy więc od teraz trzymać się bardziej prawej strony. Chodźcie, jedźmy panowie!
— Panowie! — powtórzył Murzyn. — Czy massa Shatterhand mieć na myśli i masser Bob?
— Oczywiście, że tak.
— To masser Bob być także panowie?
— Rozumie się, kochany Bobie! — Oh... oh... oh! Bob także panowie! Czarny Bob być tak samo gentleman, jak biały gentleman! On cieszyć się i pokazać, że być tak samo odważny