Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cie wiernymi muzułmanami, a więc nie wolno mu szukać u was niewolnic. Mylisz się chyba to jakieś plemię pogańskie musiało się tego, dopuścić!
— Nie mylę się; udowodnione już, że to Ibn Asl. Jeśli temu nie wierzysz, mogę ci łatwo dowieść, gdyż ten...
Poznałem po nim, że chciał wskazać na mnie i powiedzieć: „ten effendi“. Szczęściem, spojrzał na mnie, a ja dałem mu znak ostrzegawczy. Poprawił się więc i mówił dalej:
— Ten wypadek mogą potwierdzić żołnierze, którzy byli u nas, i którym teraz przewodniczę.
Zaczął opowiadać. Oczywiście, w opowiadaniu zjawiała się i moja osoba, lecz przewodnik był na tyle ostrożny, że nazywał mnie zawsze „obcym effendim“ i nie zdradzał wzrokiem ani też żadnym znakiem, iż właśnie ja nim jestem.
— Czy podobnie haniebny czyn jest możebny? — zawołał przybysz — On napadł na wasze żony i córki, a kto nie nadawał się do sprzedaży, tego zamordował. To zbrodnia, wołająca o pomstę do nieba; niechybnie spotka go też kara Allaha.
— Tak, Allah potrafi go znaleźć, a effendi i reis effendina przysięgli mu zemstę.
— O, on nietylko odważny, lecz i chytry; wymknie się im jeszcze.

96