Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wą, że zanim ci odpowiem, chcę wprzód wiedzieć, skąd wyruszyłeś w drogę?
— Nie mam powodu zatajać tego. Na chala i na pustyni musi każdy wiedzieć, kim jest ten drugi i czem się trudni. Ja przybywam z Feky Ibrahim nad bahr el Abiad.
— A gdzie leży cel twojej drogi?
— Chcę się dostać do El Faszer.
— Między miejscowościami, o których mowa leży bardzo uczęszczana droga karawanowa, prowadząca przez El Abeid i Fodże. Dlaczego z niej nie korzystasz? Dlaczego zboczyłeś tak daleko na północ?
— Ponieważ jestem handlarzem i muszę poznać potrzeby okolicy. Chcę w El Faszer zakupić towary, a wracając, sprzedać je znowu. To też jeżdżę od studni do studni i pytam obozujących tam ludzi, czego im potrzeba.
— Jesteś widocznie nowicjuszem w handlu.
— Jakto, panie?
— Doświadczony handlarz nie szedłby do El Faszer z próżnemi rękoma, lecz zaopatrzyłby się w Chartumie w towary tam sprowadzane i sprzedałby je w drodze do El Faszer. Ty zaś chcesz handlować tylko w drodze powrotnej, i wyrzekasz się w ten sposób połowy, zysku. Tego nie czyni prawdziwy dżelabi[1]!

— Chciałem rychło dostać się do celu, więc nie objuczyłem teraz swego zwierzęcia.

  1. Handlarz.
92