Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ton, w którym to powiedział, był wprawdzie pytający, ale taki, jakgdyby wiedział zgóry jaką otrzyma odpowiedź. Zwróciło to moją uwagę i dlatego odrzekłem z większą jeszcze rezerwą:
— Palę również; lecz nie do ciebie, tylko do mnie należało prawo gościnności. Obecny przedtem na miejscu ma przyjąć później przybywającego. To jest wszędzie regułą a tembardziej tutaj, na chala[1].
— Wiem o tem. i proszę cię o przebaczenie. Ja, jak widzisz, mam ten błąd, że u mnie co na sercu, to na języku. Podobałeś mi się od pierwszej chwili i chciałem okazać ci to ofiarowaniem fajki. Czy wolno wiedzieć, skąd przybywasz z żołnierzami?
— A mnie, czy wolno dowiedzieć się przedtem, skąd wiesz, że ja do nich należę?
— Przypuszczam tylko...
— Bystrość twoja jest godną podziwu — nie przypuściłbym tego na twojem miejscu.
— Więc jesteś obcym na chala, podczas kiedy ja przejeżdżam ją często?

— Nietylko ja jestem obcym, lecz i żołnierze nie byli tu jeszcze nigdy. Tem godniejsze jednak uznania, że przypuszczenie twoje było słuszne. Ty wprawdzie mnie poprzednio pytałeś, ale ponieważ znajdowałem się tu przed tobą, więc wyda ci się rzeczą słuszną i sprawiedli-

  1. Zielony step.
91