Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dzisz głowę, której brak wszystkiego. Zresztą, niewolno wam przedstawiać człowieka. O ileż karygodniejszem musi być portretowanie proroka.
— Artysta, który sporządził ten obraz, nie znał tego zakazu.
— Widział jednak proroka z pewnością.
— W duchu! Ta strzelba jest prastara, jak sam zapewne to spostrzegasz, a człowiek, który ją sporządził, żył pewnie przed prorokiem.
— Ależ to być nie może, przecie wówczas nie znano jeszcze prochu!
— Effendi, nie odbieraj szczęścia posiadania tak cennej pamiątki! Na co proch? Gdy Allah zechce, to można i bez prochu wystrzelić.
— Przyznaję, że Allah czyni cuda. O, tu zaraz są dwa: pierwszy — jest strzelba z czasów, kiedy jeszcze prochu nie było, a drugi — to obraz proroka, kiedy jeszcze nie żył na świecie.
— Powiedziałem ci już, że artysta widział go w duchu! To była wizja!, i dlatego ta flinta jest wizyjna.
— Ach, flinta wizyjna! To dobre, to jedyne w swoim rodzaju!
— Tak, ona jest jedyną w swoim rodzaju. Masz słuszność, i cieszy mnie to, że przyszedłeś do tego przekonania. To jedyna flinta wizyjna na świecie, dlatego też uważam ją za świętość i jestem z niej dumny?
— A w jaki sposób do niej przyszedłeś?

86