Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Wyrwała ci go?
— Nie, effendi; poprosiła, abym jej pożyczył; ja sam więc jej go dałem.
— Czy powiedziała ci, na co jej nóż potrzebny?
— Nie taiła swego zamiaru, mimo to dałem jej to, czego żądała, gdyż szanuję prawo pustyni. Ci złoczyńcy zasłużyli stokrotnie na śmierć. Sędzia weźmie pieniądze, a ich puści wolno. Hoże niektórzy z nich otrzymają kije, ale resztę z pewnością zamkną tylko na jakiś czas do więzienia, i na tem skończy się wszystko. Mokkadem i muza’bir przepadli dla mnie, bo opierałeś się mojej zemście. Byłbym ich zabił, i oko Allaha cieszyłoby się, gdyby tych dwu łotrów na ziemi nie widziało. Tymczasem uciekli, i kto wie, czy nam się uda ich jeszcze raz schwytać. Oto skutki twoich względów dla ludzi, których raczej bez miłosierdzia należałoby tępić. Jeśli Marbę ukarzesz, ukarz także i mnie, bo i ja jestem współwinnym przelanej krwi tych złoczyńców!
Stanął obok dziewczyny, Cóż miałem począć? Sprawa sama przez się nic mnie nie obchodziła a nawet zdawało mi się, że ta krwawa zemsta wpłynie pod pewnym względem dodatnio na resztę jeńców. Podszedłem więc do Ben Nila, oddałem mu nóż i rzekłem:
— Sąd o tem, czy jesteście winni, skła-