Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ibn Asl stamtąd nadejdzie, więc śpieszą naprzeciw niego, gdyż tylko w ten sposób mogą uniknąć śmierci z pragnienia.
— Więc ty pojedziesz za nimi naprzód, a ja mam iść za tobą?
— Tak.
— Jeśli jednak nie spotkasz z Ibn Aslem, a on natknie się na nas?
— To i cóż z tego? Czy nie masz dość żołnierzy ze sobą? Jemu towarzszyć będzie najwyżej czterech do pięciu ludzi.
— Ja się też wcale nie boję, W ostatecznym razie zrobię krótki proces i każę ich wszystkich powystrzelać — ale kobiety, kobiety, te mnie niespokoją!
— Nie pojmuję, dlaczego. Powsadzasz je do tachtirwanów, i odjedziesz. Czego się niepokoisz? Jeńców każ poprzywiązywać do wielbłądów i dalej w drogę.
— Więc oni mają jechać?
— Oczywiście! Gdyby musieli iść piechotą, dostałbyś się do Bir Murat dopiero za dwa dni. Jeśli pojadą, to już najbliższej nocy przybędziesz na studnię.
— A ty effendi, z kim się w drogę wybierzesz?
— Wezmę ze sobą Ben Nila.
— Czy to wystarczy, jeśli się spotkasz z Ibn Aslem?
— Aż nadto! Ufam sobie o tyle, że nawet

61