Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Wszystko to prawda, kajdany jednak są niepotrzebne.
— Być może, mimo to jednak każę je wam założyć. Wy transportujecie jeńców męskiego rodzaju zawsze w kajdanach, chociaż, wiecie, że się wam na pustyni nie wymkną. Wzbogacicie więc swoją wiedzę, kiedy na sobie poczujecie, jak to przyjemnie dźwigać na nogach żelaza; cieszcie się, że wam darowałem życie — kajdany jednak żadną miarą nie unikniecie.
— Ludzie będą się wzbraniali je włożyć!
— To mi obojętnie! Kto będzie się opierał, dostanie kulą w łeb.
— Effendi, zastanów się nad tem, że nie jesteśmy jeszcze pojmani, i możemy się bronić!
— Spróbujcie tylko! Jeśli stawicie opór nikt z was nie ujdzie z życiem.
— Więc muszę jeszcze raz przejść na drugą stronę, ażeby to towarzyszom przedłożyć. Jeśli nie wrócę w przeciągu kwandransa, będzie to znakiem, że zamierzamy się bronić.
— A dla mnie będzie to znak, że szukacie śmierci. Gdy upłynie kwandrans, okulawię największych waszych krzykaczy, strzelając do każdego z nich w prawe kolano. Gdy zobaczycie, że celnie strzelam, nie wątpię że się na kajdany zgodzicie,
Oddalił się z wahaniem; okulawienie strzałami zaniepokoiło go trochę. Kiedy przyszedł do swoich i powiedział im o co chodzi podnieś-

50