Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


żaden sędzia egipski. Może zobaczymy się kiedyś jeszcze — wtedy ty będziesz się musiał poddać!
Odszedł, a tymczasem powrócił wysłany po łańcuchy żołnierz, prowadząc za sobą wielbłąda. Ogromny stos łańcnchćw złożono na ziemi. Każdy łańcuch miał obrączki na ręce i nogi. Kogo w takie kajdany zakuto, był już dla nas całkowicie pewny, zwłaszcza tu na pustyniki, gdzie jeniec nawet w razie ucieczki musiałby umrzeć z głodu i pragnienia.
Łowcy stali dokoła pełnomocnika, a on tłumaczył im coś długo i natarczywie, poczem rozwinęła się między nimi bardzo ożywiona dyskusja. Widocznie na kapitujację nie wszyscy się zgadzali. Wkońcu jednak dali się przekonać i pełnomocnik wrócił z oświadczeniem, że się obóz poddaje. Na widok kajdan, doznał niemiłej niespodzianki i zapytał:
— Tu leżą kejdany żelazne; czy one może dla nas przeznaczone?
— Tak — odpowiedziałem.
— Na to nie możemy się zgodzić!
— A jednak będziecie musieli!
— Nigdy! Jesteśmy ludźmi wolnymi i nie pozwolimy się krępować.
— Wolnymi ludźmi? Znajdujecie się w naszej mocy i ja mam was oddać reisowi effendinie, a ty to nazywasz wolnością?

49