Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


to, co postanowią łowcy niewolników. Żołnierzom kazałem czuwać, Ben Nilowi oddałem strzelbę, a sam zaś udałem się ku obozowi.
Brzydal dowiedział się już przedtem ode mnie, ile razy ich podsłuchiwałem. Jeśli miał choćby trochę rozsądku, powinien był wpaść na myśl, że i teraz może w ten sam sposób postąpię, i powinien był wydać odpowiednie zarządzenia. Mimo to zapuściłem się naprzód tak daleko, że dostałem się do pierwszego namiotu. W jego pobliżu stali łowcy niewolników w zbitej, czarnej gromadzie i słuchali tego, co im brzydal mówił. Dobiegły mnie tylko niektóre słowa i zgłoski, lecz i to wystarczyło, aby zrozumieć. jakie mają zamiary: kliku ludzi miało pozostać przy namiotach, a reszta przebić się w stronę, gdzie leżał skrępowany Ben Kazawi, i uwolnić go z więzów.
Postanowiłem więc dołożyć starań, aby ich nie przepuścić przez pierścień. Ostrzegłem ich przed tego rodzaju próbą, jeśli jednak mimo to chcieli nas zaatakować, to na nich wyłącznie spadała odpowiedzialność za skutki.
Wróciłem czem prędzej i ściągnąłem połowę moich ludzi, aby ich ustawić w miejscu panującem nad linją. Żołnierze uklękli gęsto koło siebie, trzymając strzelby w pogotowiu. Zaledwie ich ustawiłem, usłyszałem szelest, i w chwilę później dostrzegłem, że się łowcy niewolników ostrożnie na czworakach naprzód

38