Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Zobaczyć nikt nas nie może, a tylko szmer jakiś mógłby nas zdradzić. Jeżeli się wtedy do nas któryś z łowców zbliży, ażeby zbadać przyczynę szmeru, ja, jako pierwszy z was, wezmę go już na siebie i załatwię się z nim w ten sposób, że z pewnością żadnego zgiełku nie wywoła. W każdym razie macie unikać walki. Gdyby się stało coś nieprzewidzianego, powrócicie czem prędzej tutaj. A teraz naprzód za mną!
Zdaje mi się, że ten potajemny pochód do obozu nieprzyjaciela wydał się żołnierzom bardziej zajmujący aniżeli napad. Starali się pójść za mojemi wskazówkami i posuwali się naprzód tak cicho, że moje ucho z trudem tylko było w stanie szelest jakiś posłyszeć. W odległości pięćdziesięciu kroków od obozu położyłem się na ziemi i zacząłem się czołgać. Oglądnąwszy się, zobaczyłem Ben Nila także na ziemi; jego następcy musieli zapewne uczynić to samo. Wkrótce ujrzeliśmy studnię; teraz należało dziesięć razy bardziej być ostrożnym, niż dotąd, gdyż po naszej prawej ręce leżeli najbliżsi śpiący. Nareszcie znalazłem się w miejscu, gdzie leżały flinty. Brałem jedną po drugiej i dawałem Ben Nilowi, on zaś podawał je dalej. Podawszy ostatnią, szepnąłem:
— Teraz zpowrotem! Powiedz to innym. Ja nadejdę wkrótce.

21