Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Dlaczego przychodzisz tu za mną, za miast tam na mnie czekać?
— Słyszałem znak — odpowiedział.
— Pamiętaj, żebyś się zawsze na przyszłość trzymał dokładnie moich wskazówek! Nieposłuszeństwo nie zawsze ujdzie ci tak gładko, jak teraz. Czy masz dosyś siły, aby unieść człowieka?
— Tak, jeśli nie jest olbrzymem.
— To zabierz tego draba, i chodź za mną.
— Kto to jest? Co mu się stało, effendi?
— O tem później! Teraz nie mam czasu na pogawędki.
Podniosłem Ben Kazawiego i poszedłem naprzód. Ben Nil ruszył za mną z brzydalem. Z początku posuwaliśmy się bardzo powoli, kiedyśmy się jednak znaleźli poza obozem, szliśmy już swobodnie i prędko. Tak doszliśmy do miejsca, w którem mieliśmy czekać na przybycie porucznika. Złożyliśmy nasze ciężary i teraz opowiedziałem Ben Nilowi, co podsłuchałem. Kiedy skończyłem, zapytał:
— Czy nie lepiej byłoby zastrzelić ich poprostu. lub przebić nożem? Uporamy się z nimi, zanim znajdą czas do obrony.
— Być może, ale ja ich nie będę mordował Wszystko poszło dotąd tak dobrze, że nie mam powodu zmieniać swego planu. Kiedy dowódca znajduje się w naszem ręku, dostaniemy i innych.

17