Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Życzeniu twemu stanie się zadość w całej rozciągłości, niestety dopiero wówczas, gdy cię postawię przed... katem.
Szarpnął się z całej siły i równocześnie chciał coś rzec, lecz zagadnąłem go natychmiast.
— No, no, nie szarp się tak bardzo — szkoda trudu Jesteś za głupi na to, by mnie wywieść w pole. Człowiek taki jak ty, powinien siedzieć w domu i opłakiwać swą głupotę. Możesz mi wierzyć, że dzisiaj, nim jeszcze zsiadłeś z wielbłąda u studni, wiedziałem już, co z ciebie za ziółko. Znasz ty bajkę o pluskwie, która chciała oszukać buhusaina?
— Co mnie obchodzi bajka, lisa? którą zna prawie każde dziecko.
— Przeciwnie, bajka ta powinna cię bardzo obchodzić, ponieważ z chwilą, gdy cię opadła niedorzeczna myśl o przebiegłem zapędzeniu mnie w ośli kąt, stałeś się podobny zupełnie do tej bakki.[1] Nie udałoby się to bowiem nawet człowiekowi o zdrowych zmysłach, a cóż dopiero mówić o tobie! Wszak w głowie twej, zamiast mózgu woda się chlupie, i dlatego raz jeszcze ci powtarzam, że porwanie się twoje w celu oszukania effendiego z Zachodu przypomina doskonale treść wspomnianej bajki.

Wypowiedziałem to z wielką dumą i zarozumiałością, jednakże wszelki inny sposób był-

  1. Pluskwa.
124