Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szem, ale wasze życie w mojem było ręku. Czy chcesz, żebym to twoim przyjaciołom i panu twojemu powiedział, czy też wolisz, ażebym milczał?
Teraz zmieniła się sytuacja. Ben Kazawi szybko odpowiedział:
— Co minęło, to należy zostawić w spokoju, i dlatego sądzę, że usta twoje będą zamknięte! Kiedy Ibn Asl powróci, zawiadomię go, że spotkałem się z wami; bliższych szczegółów wiedzieć nie potrzebuje. Moi ludzie także będą milczeli, gdyż boją się mnie bardzo. Teraz wszystko w porządku i możemy pójść na spoczynek. Szczęśliwej nocy!
— Niech noc twoja będzie błogosławioną! — odpowiedziałem.
— Niechaj snu nie przerywają ci pchły piaskowe! — dodał Ben Nil.
Ten malec zdobył się na ironję, która przekonała mnie, że nie odczuwał strachu, chociaż rozumiał, w jakiem niebezpieczeństwie się znajdujemy.
Noc była cicha. Znużone wielbłądy spały, ludzie również, choć wśród tych było kilka wyjątków. Czterech nas nie zasnęło jeszcze po upływie pół godziny, a mianowicie ja, mój dzielny Ben Nil, dowódca łowców i jego szpetny towarzysz.
Zachowanie się dowódcy wobec Ben Nila zbudziło we mnie podejrzenie, że jakiś spisek

9