Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Co z tego wynika? Jakiego rodzaju ludźmi muszą być jego szpiegowie?
— Tacy, których tutaj nikt nie zna, obcy.
— Obcy może zabłądzić lub spotka się z czem innem. Czy takiego człowieka wysyła się daleko bez wody?
— Nie.
— Wrzekomy dżelabi był zatem szpiegiem; nie miał wody i nie mógł bardz oddalać się od swoich. Są oni blisko. Na linji, przecinającej prosto naszą drogę, postawią zapewne straże. Kiedy taka straż nas zobaczy, zbierze czem prędzej pozostać i nieco dalej urządzą zasadzkę. Do tych straży należał dżelabi. Czatują na nas, a linja, utworzona napoprzek naszej drogi, jest stąd niedaleko. Dżelabi wróci teraz i zaalarmuje straże; przeciwnicy będą nas czekali w miejscu, z którem musi się zetknąć nasz prosty kierunek drogi. Gdybyśmy tam więc pojechali, to musielibyśmy się spotkać z nimi. Na otwartej płaszczyźnie nie przedstawiałoby to dla nas żadnego niebezpieczeństwa, bo widzielibyśmy zbliżanie się przyjaciół To też wybiorą sobie miejsce, może zarośla, las albo załomy skalne, gdzie wpadniemy im w ręce, nie wiedząc o tem. Narazie zachodzi pytanie, czy w dzisiejszym dniu naszej drogi znajduje się takie miejsce. Jako przewodnik musisz to wiedzieć
— Znam drogę doskonale Teraż połud-

102