Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


że grozi nam zaczepka? Szczepy tych stron żyją teraz właśnie w jak najlepszej zgodzie.
— Dżelabi mi to powiedział.
— Nie słyszałem ani słowa!
— Powiedział to nie słowami lecz swojem zachowaniem. Czy uważałeś go za dżelabiego?
— Rozumie się. Dlaczegóż miałby się przedstawiać za dżelabiego, skoro nim nie jest.
— Ażeby nas oszukać. Wywiadowca ma wszelkie powody do zatajenia, kim jest.
— Wy.. wiadowca. Ty uważasz go za wywiadowcę? Któżby go wysłał?
— Może Ibn Asl, który chce zemścić się na mnie.
— Skąd może wiedzieć, że się tu znajdujesz?
— Nie było to dla niego zbyt trudne dowiedzieć się, że odprowadzałem niewolnice do ojczyzny. Nietrudniej mu również było przewidzieć, że potem przybędę do Chartumu. A zatem, spodziewał się, że może mnie spotkać na przestrzeni między temi dwoma miejscowościami.
— Ha... skoro tak mówisz... możliwe.., trochę zaczynam pojmować... On bardzo pragnie zemścić się na tobie. Tak, tak, to można sobie wyobrazić! Udał się zapewne do Chartumu, gdzie ma wielu znajomych. Wśród mieszkających tu szczepów ma również wielu przyjaciół; korzystają z jego handlu i sprzyjają mu wobec tego Jeśli zechce napaść na ciebie znajdzie dość ludzi

99