Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i zręcznym przewodnikiem i wolnym wojownikiem z plemienia Monassyr. Wcale to mojej godności nie ubliży, jeżeli się nasze szaty zetkną.
Młodzieniec usłuchał wezwania, pomimo niezadowolenia dowódcy. Temu tytuł mój wyraźnie zaimponował, nie chcąc tego jednak po sobie okazać, rzekł?
— Postępujesz sobie bardzo samowolnie, Saduku el baija. Gdvbyś wiedział, kim jestem, byłbyś mniej siebie pewny.
— Jeszcze nigdy w życiu pewności siebie nie straciłem ani na chwilę, ponieważ jednak nie powiedziałeś mi dotychczas, jak się nazywasz, spodziewam się, że teraz się o tem dowiem.
— Jestem Ben Kazawi, kapitan naszego władcy i pana.
„Ben Kazawi‘ znaczy tyle, co „Syn Okrucieństwa“ Kiedy swoje imię wymawiał, patrzył na mnie w taki sposób, jakgdyby się spodziewał przestrach na mojej twarzy dojrzeć. Odpowiedziałem mu jednak spokojnie:

— A mnie nazywają dodatkowo Abu Machuf[1], a ten przydomek jest chyba dowodem, że sieję dokoła trwogę, sam zaś nigdy jej nie odczuwam. Sameś się o tem przekonał, bo, kiedy chcieliście nas wziąć do niewoli, sprawa taki obrót przybrała, że nie moje życie w wa-

  1. Ojci ec zgrozy.
8