się tyczy tego życzenia, o którem ty myślisz, nie jest ono skierowane przeciw znanej mojej odwadze, lecz jedynie przeciw nierozwadze, której mamy unikać.
— My?!
— Tak, my!
— Jakżeż więc — przez „my” mam rozumieć ciebie i siebie?
— Oczywiście!
— W takim razie muszę ci powiedzieć, że Hanneh nie mówiła o nierozwadze z mojej strony.
— Nie mówiła? Rzecz jasna, tego na pewno nie uczyniła. Rozkosz mojego życia jest zbyt uprzejma, aby miała o tem ci, effendi. wspominać. Ale miała na myśli jedynie ciebie, i sądzę, iż jesteś dość mądry, aby samemu to pojąć — bez moich wyjaśnień.
— A więc z całą pokorą muszę ci się przyznać, że nie posiadam też mądrości, o której mówisz.
— Rzeczywiście nie? Wobec tego mocno żałuję, że mogę uznać tylko długość twojego rozumu, gdyż na nieodzowną dlań szerokość, niestety, już się nie rozciąga. Mam wrażenie, że, twojem zdaniem, życzenie mojej Hanneh, najukochańszej ze wszystkich kobiet na świecie, odnosi się li tylko do mnie!
— W każdym razie ja je tak zrozumiałem.