więc rabusie zasługują na wzgardę i potępienie, nasi czy wasi?”
Czy mogłem i czy moim obowiązkiem było zaprzeczyć jego słowom?
Ostatniemi czasy tak często z goryczą mówi się o Kurdach jako o narodzie rabusiów, i im się przypisuje całą winę za osławione zamieszki armeńskie! Mawiałem już nieraz i teraz powtarzam, oczywiście w sensie ogólnym i zgruba ujmując, że wolę dziesięciokroć Kurdyjczyka, aniżeli Armeńczyka, aczkolwiek ten ostatni jest chrześcijaninem. Jeżeli kiedyś na Wschodzie ma miejsce jakaś nikczemność, wówczas należy przypuszczać, że umaczał w tem ręce Lewantyńczyk, Grek albo, co jest bardziej niestety, prawdopodobne, orlonosy Armeńczyk. Odnośnie zaś do wspomnianych przed chwilą „zamieszek“, jest rzeczą powszechnie wiadomą, w jaki sposób i dla jakich celów powstawały, albo, lepiej powiedziawszy, „wywołane zostały“! Zresztą, uważam że zbyteczne jest powtarzać moje poglądy; pozwolę sobie powołać się na artykuł dziennikarski, który mam pod ręką. Jest pióra duchownego, który był podówczas w Konstantynopolu, i pisze, co następuje:
„Ostatniego wieczora, któryśmy spędzili w Konstantynopolu, byliśmy w naszem