są u tych ludzi całkiem odmienne, niż u nas, Jeżeli nasze poglądy, w powyższej kwestji nie mają żadnego znaczenia dla większej części Wschodu, i to t. zw. pół-cywilizowanego, nie możemy wymagać li tylko od Kurdów, od „dzikich“ Kurdów, ażeby oni właśnie ku nim się skłaniali — ba, dla własnej szkody materjalnej. Przypomina mi się prowadzona razu pewnego przeze mnie rozmowa w tej właśnie sprawie z tamtejszym wysokim urzędnikiem. Na czynione zarzuty, odpowiedział mi, uśmiechając się przytem dwuznacznie:
— „Grabież? Łupieżcy? Chroń cię Allah od niesprawiedliwości! Znam jednego człowieka, który był u was w kraju, i prócz tego wiele o was czytał; on mi też o was opowiedział, a więc orjentuję się trochę w tych sprawach. U nas mamy do czynienia z prostą, otwartą, szczerą grabieżą, która u was występuje w formie grzecznej, skrytej i tajemniczej. Wy nazywacie to bankructwem, ruiną, krachem, trustami, spekulacją, i pod tym płaszczykiem przynosicie szkodę nietylko innoplemieńcom, lecz także i swoim współziomkom. Wy skrycie wbijacie noże w piersi bliźnich, podczas gdy ci, których tu, u nas nazywacie rabusiami, czynią to jawnie, mówią o tem otwarcie, przyczem napadniętym jest zawsze obcokrajowiec, nieprzyjaciel, nigdy zaś człowiek z własnego narodu! Jacy