i zbójów, mieliśmy, nasze własne, osobiste zdanie, wypływające z doświadczenia, a więc sąd bezpartyjny, i objektywny.
Te często spotwarzane i w pismach europejskich napastowane plemiona okazują podróżnym, przyjaźnie względem nich usposobionym, gościnność, zasługującą na największe uznanie; nawet wróg śmiertelny tak długo korzysta z ochrony w namiocie, względnie w obozie plemienia nieprzyjacielskiego, pod którego pieczę oddał się z całym zaufaniem, jak daleko sięga jego władza i przyrzeczenie. Rzecz zrozumiała, że kto przybywa w zamiarach wątpliwych lub, jak to czynią niektórzy, zwłaszcza europejscy podróżni, traktuje Kurdów jako upośledzonych, niżej od siebie stojących ludzi, skromnie uznających jego przewagę i godzących się na nieposzanowanie ich zwyczajów i obyczajów, ten nie powinien się od nich spodziewać, że się przyczynią do chwalebnego wyrażania się o nich. Jeżeli nawet żądają od ludzi, przejeżdżających przez ich terytorjum, pewnego wynagrodzenia, to przecież nie można ich z tego powodu ganić. A jeżeli odmawia im się tego wynagrodzenia i oni je gwałtem wówczas wymuszają, nie należy się im dziwić, że pobierają więcej, aniżeli żądali, i znawca tutejszych stosunków nie nazwie ich mimo to rabusiami. Pojęcie wyrazu „grabież” i pogląd na tę sprawę wogóle