mnie przytem, że jeden z jej przodków, słynny na owe czasy hekim[1], otrzymał to cudowne lekarstwo od Szeherezady, ulubienicy Harun-al-Raszyda, w dowód wdzięczności dla swej sztuki lekarskiej, dzięki której udało mu się ją, słynną i znakomitą recytatorkę „Tysiąca i jednej nocy”, uratować od niechybnej śmierci.
Gdy wreszcie żegnaliśmy ją i całe plemię, i wyjawiliśmy, że nie wracamy drogą Kirmanszah Kerind - Khanekim że względu na zbyt wielką przestrzeń, którą nam wypadłoby nadłożyć, radziła nam Matka Piękności ruszyć w stronę Tszaizu, dopływu Djali, ostrzegając wszakże przed zetknięciem się ze zbójeckimi Hamawadaami i Dawuhdijehami, dwoma równie „przedsiębiorczemi” jak i „nikczemnemi” plemionami kurdyjskiemi, które właśnie wtedy były we wrogich wzajmnie stosunkach. Wyżej wyłuszczone powody czyniły, jej zdaniem, wspomnianą okolicę podwójnie niebezpieczną, to też mimo wszystko, radziła nam nadłożyć drogi. Aczkolwiek zdawaliśmy sobie sprawę, że ostrzeżenie płynie z dobrego serca, nie mogliśmy jednak nie ruszyć we wskazaną uprzednio drogę na Tszaizu, tem bardziej że uczynilibyśmy to i bez rady Umm-ed-Dżamahl. Odnośnie zaś do tego, że się Kurdów uważa za rabusiów
- ↑ Lekarz.