Przejdź do zawartości

Strona:Karol May - Marah Durimeh.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.
II

 Podróż, na którą tak niechętnie się zgodziłem, była niezwykle ciekawa. Cośmy tam przeżyli i czegośmy doświadczyli zostanie — opowiedziane w innem miejscu, tak, że wytarczy teraz krótko tylko wspomnieć, co następuje: Umm-ed-Dżamahl odnaleźliśmy znacznie szybciej, aniżeliśmy to sądzili, i to w roli nezaneh[1] jednego ze szczepów jej plemienia. Dzięki pomyślnemu przypadkowi udało nam się wykorzystać sytuację i wyświadczyć jej przysługę, za którą była nam niewymownie wdzięczna. Byliśmy gośćmi plemienia, którego władczyni okazała nam wiele przychylności, i ten fakt bardzo mnie cieszył. Zanim rozstaliśmy się z tymi ludźmi, Halef nie tylko że otrzymał od nezaneh znaczny zapas balsamu, lecz także przydała mu specjalnego posła, który miał jej podarunek osobiście wręczyć Hanneh. Mnie atoli przypadła w udziale większa łaska, albowiem Umm ed Dżamahl wyjawiła mi, oczywiście w cztery oczy, tajemnicę przyrządzania balsamu; objaśniła

  1. ↑ Naczelniczka.