Przejdź do zawartości

Strona:Karol May - Marah Durimeh.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

 — A, to chytrze!
 — Tak, jestem przebiegły; wiem to za dobrze nawet. Właściwość tę posiadam od urodzenia, — ciągnął dalej w poufnym tonie — a od czasu, jak jestem właścicielem haremu, bardziej jeszcze się w tym kirunku wydoskonaliłem.
 Teraz mały Halef był znowu sobą. Rzeczą samo przez się zrozumiałą było również to, że zaraz powiązał naszą podróż do Kirmanszah z „dziełami odwagi i męstwa“. — — —

 Opuściliśmy kawiarnię i udaliśmy, się do naszego mieszkania. Przybywszy do domu, oznajmiliśmy nasze postanowienie „dotychczasowemu bimbasziemu a obecnemu mir-aki‘owi”. Ten zapytał o cel naszej wycieczki w persko-kurdyjskie góry. Halef, bez żadnych obsłonek, wszystko mu opowiedział, i ku mojemu wielkiemu zdumieniu, stary nie tylko, że się nie zdziwił, lecz nawet mu przyznał słuszność I on również znał sławę Umm-ed-Dżamahl i zapewniał mnie, że jest całkowicie uzasadniona. Słyszał niejednokrotnie, że środek ten działał zadziwiająco, a gruby Kepek, który się przysłuchiwał naszej rozmowie, dodał tonem pewnym, podkreślając swe słowa przekonywującemi gestami rąk:

 — Tak, Umm-ed-Dżamahl zasługuje całko-