i stara się wogóle wszelkiemi siłami zniszczyć Boską Harmonię, jaką włożył weń niebiański poeta, największy znawca prawdziwego piękna?
— Co mam na to powiedzieć, sihdi? Wszystkiego się zrzeknę, za wyjątkiem jednej rzeczy — balsamu piękności!
— Nazwałem Hanneh wierszem. Jej zmarszczki, to jego strofy budzące wdzięczność i szacunek.
— A więc uważasz marham ed Dżamahl, którą mam zamiar nabyć, za zbyteczną?
— Oczywiście!
— Wobec tego stwierdzam, że zmarszczki ludzi Zachodu nie są tak bardzo godne smutku, jak zmarszczki ludzi Wschodu. Według naszego smaku estetycznego wiersz bez brózd jest zawsze ładniejszy od wiersza ze zmarszczkami, i gdybym był w stanie wrócić mojej Hanneh gładkość lic, chętnie zrzekłbym się strof, budzących cześć. Ruszam więc zaraz w kierunku Kirmanszah, mimo przemiłej naturalności twojej Dżanneh. A teraz decyduj, czy mam tę podróż odbyć samopas, czy też nie! Mam nadzieję, że twoja miłość ku mnie nie jest mniejsza, niż moja ku tobie.
— Pod tym względem masz słuszność, kochany Halefie. — Jedziemy razem.
Stał z boku nadąsany. Przy ostatnich moich