Przejdź do zawartości

Strona:Karol May - Marah Durimeh.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

mała suma dla upiększenia swego haremu jest za wysoka, nie zasługuje na mój szacunek! Zrazu stawiasz mi szereg pytań, a gdy ci na nie z jak największą gotowością odpowiadam, okazujesz się niewdzięczny i zarzucasz mi zbyt wysoką cenę, tak, że spłonąłbym ze wstydu, gdyby to rzeczywiście było prawdą. Obyś zczezł, na Allaha!
 To rzekłszy, przekupień się oddalił. Ku mojemu zdumieniu, zazwyczaj zapalczywy Hadżi przyjął spokojnie skierowane doń ostre słowa. Machnął ręką i rzekł:
 — Nie kupiłbym tej marham-ed-Dżamahl, nawet gdyby kosztowała tylko para, gdyż Hanneh, najbardziej nieporównana z pośród wszywstkich ukochanych kobiet świata, nie zgodziłaby się na to.
 — Dlaczego? — zapytałem.
 — Ponieważ... hm!
 Zatrzymał się zakłopotany, i dopiero po chwili ciągnął dalej, zapytując:
 — A gdybym ci szczerze odpowiedział, czy myślałbyś źle o Hanneh, która jest najbardziej nieporównaną osobą z pośród wszystkich innych kobiet?
 — Ależ nie, na pewno nie, drogi Halefie.

 — A więc proszę cię, powiedz prawdę! Czy Dżanneh, wiecznie płonąca zorza twego haremu, nie ma zmarszczek na twarzy?