panem. Wziąwszy nadto pod uwagę przeświadczenie, że życie doczesne jest jedynie wstępem do wyższego lepszego bytowania, dla którego należy przezwyciężyć i pokonać przeszkody i ich skutki, stanie się jasnem, iż walka z niemi nie jest ciężarem, lecz radością. Stąd też rodzi się świadomość, że jesteśmy nie niewolnikami, a panami tak zwanego losu. Zadaniem naszem więc jest nie dać się przezeń gnać, jak łódź bez steru i wioseł, lecz mieć szeroko otwarte oczy, aby widzieć powstające w nas czyny i udzielać im, w chwili realizowania, siły, postaci i kierunku. Wówczas będziemy mieli zadośćuczynienie z trzymania w ręku nie tylko zewnętrznego biegu naszego życia, ale również będziemy mogli oznaczyć ścisłą zależność między jego szczegółami, i nawet decydująco wpływać na koleje życia innych, słabszych od nas wolą ludzi. Jest rzeczą trudną rządzić losem własnym i jednocześnie wpływać na losy innych ludzi, kiedy się niema wzroku skierowanego w zaświaty. Ale o ileż jest łatwiejsze to zadanie, jeżeli bierze się pod uwagę jedno jedyne prawo, rządzące światem całym, ziemią człowiekiem i najdrobniejszym nawet pyłkiem, prawo, któremu na imię miłość.
Dlaczego właściwie tak filozofuję i moralizuję, miast poprostu rozpocząć opowiadanie?! Dobrze więc do dzieła! — —