Strona:Karol May - La Péndola.djvu/89

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — I mimo to odważyła się pani, córka pisarza, przedstawić się i odwiedzić mnie? Zresztą byłby to drobiazg, gdybym czuła do pani sympatję. Ale pani ma jeszcze w dodatku czelność badać mnie, jak sędzia śledczy? Jakiem prawem? Proszę natychmiast opuścić to mieszkanie!
    Józefa zbladła jak trup. Biorąc swą pelerynę, zapytała:
    — Czy pani nie żartuje?
    — Nie, moja pani. Czy ojciec pani jest krewnym Gasparina Cortejo z Rodrigandy?
    — To rodzeni bracia i najlepsi przyjaciele.
    — W takim razie awersja moja do pani była jednak uzasadniona. Zawsze patrzyłam na panią niechętnie. Stryj pani jest łotrem, którego trzeba będzie poskromić. Przez niego ludzie tracą zmysły, porywa ich; jednem słowem jest zdolny do każdej nikczemności. No, niech pani już idzie; nie mogę patrzeć na panią.
    Amy opuściła pokój. Józefa była sina ze złości i jakby sparaliżowana. Po chwili wstała z krzesła, zacisnęła pięści i, grożąc w kierunku drzwi, któremi wyszła Amy, zasyczała:
    — Odpokutujesz mi i to bardzo prędko.
    Ledwie Józefa opuściła pokój, Amy wróciła. Rozmowa z Meksykanką wytrąciła ją z równowagi; po jakimś jednak czasie odzyskała spokój; leżąc w hamaku, myślała o swej przyjaciółce Rosecie, która znalazła szczęście w małżeństwie ze Sternauem.
    Służąca zameldowała lorda. — Dryden bowiem nawet do córki nie wchodził bez meldowania się. — Amy powitała go pocałunkiem i rzekła:

    87