Strona:Karol May - La Péndola.djvu/80

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    marynarz udał się do portu, w którym jacht stał na kotwicy.
    Po drodze spotkał człowieka, który na jego widok przystanął na chwilę, potem zaś, uszedłszy parę kroków, zawrócił i zagadnął marynarza. Nieznajomy był ubrany w dostatni strój żeglarzy.
    — Hola, chłopcze! — zawołał — do jakiego statku należysz?
    — Do amerykańskiego, stoi ot tam — odpowiedział szybko rozbójnik, wskazując na statek amerykański, obok którego przechodził przed chwilą.
    — No, no — odparł nieznajomy z powątpiewaniem. — Mam wrażenie, że cię widziałem na innym statku. Czy znasz Funchal, mój chłopcze?
    — Tak.
    — Kiedy tam byłeś?
    — Przed wielu laty; służyłem na pewnym statku francuskim.
    — Tak? Więc znasz w takim razie wysoką, szczupłą matkę Dry?
    — Nie pamiętam. To było tak dawno temu...
    — No, no, a ja mam wrażenie, że cię tam niedawno widziałem. Czy słyszałeś coś kiedyś o „Jeffron Mietje“?
    — Nie.
    — W takim razie mylę się, chłopcze. Miałem wrażenie, że jeszcze niedawno służyłeś na „Péndoli“.
    — Nie znam tego statku. Zresztą nie mam czasu. Żegnam.

    78