Strona:Karol May - La Péndola.djvu/75

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    wiem naciągnął żagle, aby podpłynąć z wiatrem bezpośrednio do przeciwnika.
    — Chce się z nim zczepić — rzekł Sternau.
    — Tak — odparł Unger. — Ale i tamci niegłupi. Będą uciekać. No, za pięć minut rozpoczynamy.
    Jacht nie puszczał dotychczas dymu, więc przeciwnicy nie zauważyli go wcale. Teraz dopiero na widok długiej smugi wydobywającej się z jego komina, Anglicy wydali okrzyk radości; rozbójnik zaś, pochłonięty robotą, wręcz go zlekceważył. „Roseta“ zbliżyła się do statku kupieckiego. Kapitan, stojący na pokładzie, zawołał:
    — No cóż? Niesiecie pomoc, czy też zagładę?
    — Pomoc — odpowiedział Sternau. Nie poddawajcie się za nic w świecie.
    — Ani nam to w głowie.
    Kapitan okrętu kupieckiego kazał na potwierdzenie tych słów dać nową salwę, której, jak echo, odpowiedział ze strony korsarzy stek przekleństw. Rozległy się ostre słowa:
    — Do wioseł! Podpłyniemy do niego.
    — Aha, więc to Landola — rzekł Unger. — Dostanie łotrzyk za swoje.
    Mały jacht zbliżył się na taką odległość do statku pirata, że armaty przeciwnika szkody wyrządzić mu nie mogły.
    — Ognia! — rozkazał Unger.
    Zagrzmiały działa, pociski ugrzęzły w statku Landoli.
    — Doskonale! — zawołał Unger. — A teraz wpakujcie mu porcję kartaczy.

    73