Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

pójdziesz mi na na rękę. Teraz już dość; wiem wszystko, co mi było potrzebne, a nie chciałbym obciążać twego sumienia innemi jeszcze sprawami.
Na tem skończyło się nasze porozumienie. Spiskowiec postarał się dla mnie o nóż bardzo ostry i szpiczasty, tak, że w razie wypadku mógł uśmiercić każdego, ktoby mi stanął na przeszkodzie. Położenie moje bowiem było tego rodzaju, że mogłem ze spokojnem sumieniem ważyć się na wszystko w obronie własnego życia i towarzyszy.
Co za szczęście, że ten człowiek drżał o swą skórę! Byłem prawie przekonany, że około północy zaświta nam zupełna wolność! W ciągu popołudnia przyszło mi na myśl, czy przypadkiem i ściana zewnętrzna nie posiada szpar; okazało się, że była to myśl wcale dobra. W okręcie nie było żadnego towaru, i dlatego zanurzała się w wodę bardzo mało, wskutek czego zewnętrzna ściana w miejscu, w którem się znajdowaliśmy, wystawała ponad poziom, i deski były dosyć rozeschnięte, a miejscami smoła poodpadała. Chwyciłem następnie rękojeść noża w zęby i, co prawda, z trudnością udało mi się wydłubać maleńki otworek na zewnątrz Przez tę dziurkę mogłem jednem okiem zobaczyć dość szeroki krąg. W łodzi na przodzie okrętu pracowano ciągle, a nawet wywieszono w niej mały żagiel. Na wszelki wypadek zatkałem

90