Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Eh, czy myślisz, że pozwolę się wypytywać, jak żak szkolny? Wystarczy, gdy cł powiem, i e wszyscy zostali schwytani, i że czeka ich to, co ty ze mną wyprawiasz.
— Są więc niedaleko?
— No, niebardzo, bo myśmy ich znacznie wyprzedzili na doborowych wielbłądach.
— A czemużeś ich pozostawił?
— Znajdują się w pewnych rękach Znasz może człowieka, który mianuje się fakirem el Fukara?
— Oczywiście, rozmawiałem z nim jeszcze przedwczoraj wieczorem Dlaczego o to pytasz?
— Bo spotkał nas przypadkowo i chciał ratować jeńców.
— Czy udało mu się?
— A czyż znajdowałbym się obecnie tutaj, gdyby tak było? Ma on też porządną nauczkę za to, że śmiał wmieszać się do moich spraw gdyż sam dostał się do niewoli. Nie pojmuję, jak mogłeś ważyć się na coś podobnego... Wysyłasz ludzi, by mnie schwytali; chociaż dobrze wiesz, że nie uda się to nikomu i nigdy.
— Człowieku, czyś zwarjował? Toż właśnie w tej chwili jesteś schwytany i znajdujesz się w mojej mocy, — jesteś moim więźniem.
— Bynajmniej. Wrócisz mi wolność zaraz, jestem o tem najmocniej przekonany.
— Prędzej mnie djabeł porwie...

69