Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Czym się nie przesłyszał? Ibn Asl, powiadasz? Ten najsłynniejszy rabuś niewolników znajduje się na pokładzie „Jaszczurki”? Zaczynam teraz pojmować. Ten psi syn zastawił na mnie pułapkę. Czy to prawda? Mów!
— Tak, emirze, zgadłeś. Miałeś być spalony razem z okrętem i załogą za pomocą nafty.
Allah kerim! Bóg jest łaskaw, bo mnie natchnął, bym obrał drogę lądem. To stąd pochodziły beczki! W tej chwili ruszymy dalej, a ty musisz nas zaprowadzić do maijeh es Saratin! Spalić mnie chciał razem z ludźmi i okrętem! Żeby ci jednak dać przedsmak tego, co cię czeka, otrzymasz narazie bastonadę, Azis, zwiąż mu nogi i wymierz dwadzieścia plag w podeszwy!
Ostatnie słowa wypowiedział do swego ulubieńca, młodego człowieka, który właśnie stał obok, trzymając w ręku potężny bicz zrobiony ze skóry hipopotama. Młodzieniec ten był zawsze gotów, ilekroć zaszła potrzeba wymierzenia komu plag, a że Abu en Nil pamiętał go dobrze jeszcze z pod Gizeh i wiedział, że niema z nim żartów, dlatego złożył ręce do modlitwy, błagając;
— Emirze, nie każ mnie chłostać, jestem zupełnie niewinny!
W tej chwili wydrapał się na pokład Ben Nil i rzekł do emira:
— Nie powinieneś go bić, emirze, bo to mój dziadek, który zresztą wcale ci nie skłamał.

115