Strona:Karol May - Benito Juarez.djvu/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Więc nie wiedzą jeszcze, co zaszło w forcie?
— Nie mają pojęcia. Zakomunikowałem im to, lecz nie mogłem ocenić wrażenia, jakie wiadomość wywarła, musiałem bowiem salwować się ucieczką.
— Jakże z zakładnikami?
— Niema mowy o ułaskawieniu. Decyzja rozstrzelania jest nieodwołalna. Miano i mnie rozstrzelać wraz z nimi.
— Musimy więc czekać aż do czasu egzekucji i wtedy dopiero przeszkodzić morderstwu. W odpowiedniej chwili otoczymy kondukt egzekucyjny i wybijemy co do nogi. Żal mi oczywiście tych niewinnych ludzi, ale cóż począć?
— Jeżeli chce pan uniknąć przelewu krwi niewinnych, znajdzie się prostsza droga. Poprostu schwytamy wszystkich oficerów załogi i zmusimy ich do oddania Chihuahua bez strzału.
Caramba! Gdyby to było możliwel
— Ależ nic trudnego, sennor. Oficerowie zebrali się obecnie u komendanta. Zakradniemy się do ratusza i obezwładnimy wszystkich. Podobno jest tutaj sto wojowników. Połowa wystarczy, aby cały obóz wziąć do niewoli.
— A czy uda nam się zakraść do siedziby oficerów?
— Bezwątpienia. Wszedłem w porozumienie z klucznikiem ratusza. To właśnie dzięki niemu udało mi się wymknąć.
— W jaki sposób odnalazł pan tego człowieka?
— Dozorca domu, w którym mieszka sennorita Emilja, jest jego bratem.

76