Strona:Karol May - Benito Juarez.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie wiem; trzeba zapytać klucznika.
— Niech się zajmie tą sprawą. Minęło dziesięć i pół minuty; muszę iść na górę.
Sternau poszukał klucznika. Siedział w swoim pokoju wraz z żoną i Emilją.
— No i cóż, sennor Sternau? — zapytała Emilja na widok wchodzącego Sternaua.
— Mam wrażenie, że wszystko dobrze, — odrzekł, a zwracając się do klucznika, zapytał: — Gdzie są zakładnicy, skazani na śmierć? W więzieniu?
— Nie; trzymano ich tam do wczorajszego wieczora. Gdy się ściemniło, sprowadzono ich do ratusza. Leżą w piwnicy, związani.
— Pilnuje ich kto?
— Tak. Razem z nimi zamknięto pięciu żołnierzy i trzech francuskich kapelanów wojskowych.
— Sprowadzę kilku Indjan. Zejdziecie potem ze mną do piwnicy.
Po chwili Sternau przyprowadził dziesięciu Indjan, opatrzonych we wszystko, czego potrzeba do krępowania ludzi. Zeszli po kamiennych, masywnych schodach; dotarli do grubych, żelaznych drzwi, zamkniętych na dwa wielkie, mocne rygle.
— W piwnicy pali się chyba światło? — zapytał szeptem Sternau.
— Tak, sennor.
— Zgaście więc latarkę. Blask jej może paść na moich Indjan, a sądzę, że będzie lepiej, jeśli żołnierze spostrzegą czerwonoskórych wtedy, kiedy już nie czas będzie myśleć o ratunku.
Klucznik włożył latarkę do kieszeni i odsunął ry-

95